niedziela, 3 grudnia 2017

Kataloński bunt: Referendum 1-O

Napis na budynku podczas protestów przeciwko zatrzymaniom katalońskich polityków
Piątek 27-ego października 2017 roku to dzień, który zapisał się w historii jako data ogłoszenia niepodległości przez Katalonię. Co prawda Republiki Katalońskiej nie uznało żadne inne państwo, a jej rząd został jeszcze tego samego dnia odwołany przez premiera Hiszpanii, lecz na tym z pewnością nie zakończy się ten historyczny bunt. W poprzednim wpisie wytłumaczyłem pokrótce skąd wzięła się tak duża popularność ruchu niepodległościowego w regionie, teraz natomiast skupię się na referendum, które poprzedziło ogłoszenie niepodległości

Referendum 1-O

Referendum z 1-ego października w sprawie niepodległości kraju odbyło się pomimo zapewnień ze strony premiera Mariano Rajoya i jego rządu, iż do głosowania nie dojdzie. Jeszcze przed głosowaniem hiszpańska policja i gwardia obywatelska (Guardia Civil) skonfiskowały miliony kart wyborczych i plakatów, a także wiele urn. Zablokowano również oficjalną stronę referendum oraz każdą kolejną replikę. Wiele osób odpowiedzialnych za oganizację referendum wezwano do sądu, w tym również hackerów odpowiedzialnych za kopiowanie strony internetowej.

Ludzie oczekujący na swoją kolej przed lokalem wyborczym
W dniu referendum obie formacje w liczbie około dziesięciu tysięcy zostały nasłane na lokale wyborcze w całej Katalonii w celu stłumienia pokojowego buntu. Niestety działania sił porządkowych przerosły najśmielsze oczekiwania: tego dnia oberwało się wszystkim, nawet tym najstarszym. W wyniku bezpośredniego natarcia policji na lokale wyborcze, rannych zostało ponad tysiąc osób, licząc cały kraj. Część lokali wyborczych zostało zamkniętych, a urny skonfiskowano, jednak w ostatecznym rozrachunku był to niewielki procent wszystkich miejsc, w których odbyło się referendum.

Brutalność hiszpańskich policjantów zszokowała katalońskie społeczeństwo do tego stopnia, iż część osób zagłosowała za niepodległością w proteście. W internecie pełno jest filmików z tych niezwykle brutalnych interwencji w różnych miejscach. Poniżej możecie znaleźć zbiór ponad 365 nagrań:

Pomimo użycia siły, rządowi w Madrycie nie udało się powstrzymać głosowania, w którym wzięły udział prawie trzy miliony osób (Z czego ponad 770 tysięcy głosów stracono w zarekwirowanych urnach). Jeszcze przed 1-szym października w całej Katalonii powstały liczne obywatelskie komitety obrony referendum, które zorganizowały plebiscyt na przekór rządowemu zakazowi. Referendum odbyło się w trudnych warunkach, gdyż w wielu lokalach wyborczych oprócz brutalnych scen celowo ograniczono dostęp do internetu, aby uniemożliwić dostęp do spisu obywateli. Wiele osób spędziło noc w lokalach wyborczych aby nie pozwolić policji na ich zamknięcie przed przybyciem pierwszych osób o piątej nad ranem. W mojej dzielnicy policja nie zdecydowała się na interwencję, choć w każdym momencie spodziewaliśmy się przyjazdu furgonów Policía Nacional, a nad miastem ze złowrogim brzęczeniem krążył policyjny helikopter.

Wraz z sąsiadami z mojego bloku, przybyłem pod mój lokal o piątej rano, o co wcześniej apelowała organizacja. Było ciemno i padał deszcz, lecz przed szkołą, w której ludzie mieli głosować, już stało kilkaset osób. Szybko udzieliła mi się podniosła atmosfera. Wraz z sąsiadką z Argentyny opróżniliśmy dwa termosy wody do 'yerba mate' w nerwowym oczekiwaniu na otwarcie lokalu wyborczego. Powoli przychodziło coraz więcej ludzi, aż w końcu kolejka osób oczekujących na głosowanie zakręcała wokół budynków sąsiadujących z lokalem. Ludzie sprawdzali na telefonach wiadomości z innych miejsc w Katalonii. W pewnym momencie ktoś przekazał wiadomość, że dziesiątki furgonów hiszpańskiej policji opuściły swoją bazę w porcie i kierują się w kierunku miasta. Spojrzeliśmy na siebie z zaniepokojeniem, choć jeszce nie wiedzieliśmy czego się spodziewać.

Kolejka ludzi oczekujących w deszczu przed lokalem wyborczym
Tego dnia byłem bardzo zmęczony, ponieważ miałem za sobą niezwykle krótką noc. W trakcie krótkiej przerwy w domu miałem nawet zamiar odpocząć, lecz nie udało mi się zmrużyć oka. Po obejrzeniu nagrań z interwencji Policía Nacional nie mogłem powstrzymać łez wściekłości i bezradności, a adrenalina nie pozwoliła mi już na odpoczynek.

Wraz z tysiącami innych osób spędziłem prawie cały dzień przed lokalem wyborczym, nie licząc kilku przerw. Pomimo wiszącej w powietrzu groźby przyjazdu oddziałów prewencji, wygrała solidarność i chęć pokazania rządowi w Madrycie, że głos kilku milionów osób powinien zostać wysłuchany. Wśród głosujących spotkałem nawet parę Andaluzyjczyków, którzy przyszli zagłosować ponieważ wierzą w prawo Katalonii do zdecydowania o własnej przyszłości, a także chcieli zaprotestować przeciwko postawie hiszpańskiego rządu. Zagłosowali na 'Nie', co zresztą łatwo zrozumieć: Nie chcą aby ich kraj znalazł się za granicą. Z Madrytu po wielogodzinnej podróży przyjechała również moja przyjaciółka, Katalonka, aby wziąć udział w tym symbolicznym proteście przeciwko hiszpańskiemu rządowi. Ona również zagłosowała na 'Nie', ale uważa referendum za całkowicie uzasadnione żądanie katalońskiego społeczeństwa.

Po godzinie 21:00 zamknięto głosowanie i rozpoczęto liczenie głosów. Oficjalny wynik referendum według Generalitat wygląda następująco:

- Tak dla niepodległości: 2,020,144 głosów (90,09 %)
-
Nie: 176,565 (7,87 %)
-
Puste głosy: 45,586 (2,03 %)
-
Głosy nieważne: 20,129 (0,89 %)

Mapa wyników i frekwencji dostępna jest tutaj:

Interpretacja wyników

Niepodległościowa 'Estelada' podczas jednej z demonstracji.
Pomimo ogromnej przewagi głosów za niepodległością, istnieje kilka różnych interpretacji wyników. Głównym powodem tych różnic jest niska frekwencja: Poniżej 45%. Większość osób przeciwnych separacji Hiszpanii zbojkotowała referendum, które zostało uznane za nielegalne przez hiszpański rząd. Inni natomiast pozostali w domu w obawie przed działaniami policji. Wobec tego, nie wiadomo ile procent społeczeństwa faktycznie jest za i przeciw. Biorąc pod uwagę poprzednie wybory plebiscytarne, oraz rezultaty licznych sondaży, można śmiało stwierdzić, że w przypadku oficjalnego referendum, wyniki byłyby bliskie remisu. Z drugiej strony, wobec ostatnich represji ze strony hiszpańskiej i manipulacji w hiszpańskiej prasie, bardzo możliwe byłoby zwycięstwo secesjonistów wynikiem między 50 a 60 procent. Według katalońskiego centrum sondaży społecznych, Centre d'Estudis d'Opinió, w lokalnych wyborach zapowiedzianych przez Hiszpanię na 21 grudnia, ponownie wygrają secesjoniści.

W stolicy Hiszpanii postanowiono inaczej przedstawić wersję wydarzeń: Według oficjalnego stanowiska z tego samego dnia referendum się nie odbyło, a działania policji mające na celu nie dopuszczenie do złamania prawa były w pełni proporcjonalne do zagrożenia. Innymi słowy, uzbrojeni w karty do głosowania obywatele byli na tyle groźni, że trzeba było ich skopać, spałować, ciągnąć za włosy czy też wykręcać ręce. Popis dały też rządowe media i duża część prywatnych hiszpańskich mediów, które nie pokazały żadnej z licznych brutalnych scen z tego dnia. Publiczna RTVE manipulowała informacjami do tego stopnia, że zbuntowali się nawet jej pracownicy.

Kolejnym problemem w interpretacji wyników jest brak niezależnej kontroli nad głosowaniem. Obserwatorzy zaproszeni przez stronę katalońską, stwierdzili, iż organizacja nie była zgodna z międzynarodowymi standardami z powodu działań rządu oraz policji.

Referendum zostało z pewnością świetnie zorganizowane, biorąc pod uwagę nadzwyczajne okoliczności, lecz brak niezależnej i bezstronnej komisji daje podstawę przeciwnikom niepodległości do zakwestionowania wyników. Czy to jednak oznacza, iż zostały one zmanipulowane? Jest to raczej wątpliwe, choć te obawy są zrozumiałe. Zatem czy takie referendum i nieznaczna większość w parlamencie katalońskim wystarczają, aby ogłosić niepodległość? Według wielu Katalończyków, w tym nawet licznych secesjonistów, nie. Ale nie jest to wcale takie proste jak mogłoby się wydawać, gdyż należałoby wziąć pod uwagę kontekst oraz wydarzenia przed i po referendum.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz